Przejdź do głównej zawartości

Bywa różnie, ale zawsze smacznie

Są takie piwa, które możesz wziąć z półki w ciemno i one zawsze będą smakowały tak samo.

Są również takie, które możesz wziąć z półki w ciemno i one zawsze będą Ci smakować.

I wyobraź sobie, że jakkolwiek może istnieć część wspólna tych zbiorów, to te zbiory nie są tożsame.

Mam takie marki, które mogę wziąć z półki w ciemno i się nie zawiodę - tak sobie to wyobrażam, bo do tej pory nic takiego nie nastąpiło. Gdybym był z natury pesymistą, dodałbym do tego stwierdzenia "jeszcze", ale nie jestem, więc w dobrej wierze, gdy nie wiem co mam sobie kupić do picia, z półki biorę Lagerowe z Ciechana, Starodawne z Konstancina, Olsztyńskie z Kormorana i Pilznera z Miłosławia. Z wolna do tej grupy "pewniaków" coraz częściej dołączają Altbier i Pils z jabłonowskiej Manufaktury, czasem Koźlik z Lwówka Śląskiego. Nie jest tak źle, jest co pić. Właściwie z takim wachlarzem nie spodziewam się przypadku, żebym w średniej wielkości mieście został bez piwa. No może z wyjątkiem Kielc, ale o Kielcach to jeszcze sobie porozmawiamy później.

Szczęśliwie nie jest tak, że te wymienione wcześniej piwa zawsze smakują tak samo, wręcz powiedziałbym, że każda warka różni się niuansami od poprzedniej. Z moim niewprawnym smakiem i węchem nie jestem w stanie określić co to są te niuanse, ale różnice zauważam - i bardzo mnie one cieszą. Bo nie chodzi o to, żeby robić piwo, które zawsze będzie smakowało tak samo, tylko piwo, które zawsze będzie smakowało dobrze. I takie jest np. Lagerowe, czasem ma więcej posmaków ciasta drożdżowego, czasem jest bardziej cierpkie, czasem goryczka jest krótsza, a czasem mocniejsza. Zawsze jednak jest do porządny, niefiltrowany lager o konkretnej goryczce, pochodzącej w dużej mierze z polskiech chmielu Marynka. Takie jest również Olsztyńskie, zawsze pełne i treściwe, raczej łagodne pod względem goryczki, niczym konkretnym nie wyróżniające się z masy innych polskich lagerów, poza jednym - jego jakość jest stabilna.

Mam nadzieję, że któregoś dnia nie wiedząc co mam sobie kupić do picia stanę przed dylematem wyboru spośród 100 marek piwa w sklepie. Bo teraz takiego wyboru właściwie nie mam.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Programowanie ESP8266 w C/C++

ESP8266 powoli ustępuje miejsca swojemu następcy ESP32, ale jest to proces wyjątkowo powolny. Może to ceny tak samych chipów jak i płytek developerskich to powodują (niewiele jest gotowych modułów w cenie poniżej $10 z przesyłką), a może rozbudowany ekosystem bibliotek do ESP8266. W każdym razie ze starszym bratem ESP32 jeszcze długo będziemy mieć do czynienia, zwłaszcza że jest to wciąż jedna z najlepszych opcji jeżeli chodzi o mikrokontrolery.

ESP8266 można programować w Lua lub w Pythonie, jednak najlepszym wyjściem jest zaprogramowanie własnego firmware w C++ lub w C - daje to największą kontrolę i zapewnia najlepszą wydajność. Jakie mamy do tego możliwości? Od najłatwiejszej do najbardziej skomplikowanej.
ESP8266 core dla Arduino Link: Github

To jest najprostsze rozwiązanie, implementacja ramówki Wiring dla ESP8266. Jakkolwiek można tę obsługę zainstalować w Arduino IDE, to nie ma to większego sensu, bo nie da się tego edytora używać do niczego poważniejszego. Pisze się to w nor…

RetroPie, bo mi się dziecko alienowało

Dziecko moje najdroższe alienowało mi się siedząc przed komputerem w swoim pokoju. Nie żebym jej zabraniał, ale skoro ma grać, to niech gra przy nas, w salonie. Przynajmniej będziemy wiedzieli w co gra.

Wymagane hardware:

Raspberry Pi 2 Mod. B,karta SD min. 8GB,gamepad na USB,telewizor
Opcjonalne w zależności od konfiguracji:

karta WiFi na USBklawiatura na USBpendrive czy inny storage na USB Jak już to wszystko mamy, to możemy robić. Zajmie to parę godzin wszystkiego.
RetroPie Obraz RetroPie pobieramy ze strony projektu, to będzie ten którego nazwa kończy się na rpi2.img.gz. Następnie obraz ten trzeba rozpakować i nagrać w standardowy sposób na kartę SD. Wkładamy kartę do RPi, podłączamy pada do USB, bootujemy naszą zabawkę i zaczynamy konfigurowanko jak zwykle z RPi (z podłączonego klawikordu i na telewizorze, albo po ludzku, po zalogowaniu przez SSH), czyli najpierw używając skryptu raspi-config rozciągamy system plików na całą kartę, reboot, pełna aktualizacja systemu, być może reboo…

Hello, Mr. Developer

Po dłuższej robocie z innymi rzeczami trafił mi się jeden mały projekt, który idealnie nadał się na rozpoznanie bojem, co tam nowego panie w światku bibliotek narzędziowych/ramówek do robienia aplikacji sieciowych - proste REST API z jednym zasobem w kilku perspektywach. Pierwsza myśl była "robiłem to meeelion razy, w jeden dzień będzie z pokryciem 100%". Ale zaraz zorientowałem się, że to dobra okazja, żeby przy okazji rozejrzeć się, czy czasem coś nowego nie pojawiło się na arenie w ciągu tych 3 czy 4 lat, kiedy tłukłem w standardzie Flask + SQLAlchemy, do porzygu. Pamiętam przecież, jak ze 3 lata temu co chwilę pojawiały się jakieś zajawki, że tu jakiś framework osiągnął niesamowite wyniki w benchmarkach, a to jakiś przełomowy koncept miał na zawsze odmienić sposób w jaki robi się webaplikacje w Pythonie, a to to, a to tamto. Poprosiłem więc o chwilę ekstra na zastanowienie się i wyruszyłem wraz z Google na poszukiwanie króla dżungli.
Jest źle, a nawet bardzo źle. Asynch…