Przejdź do głównej zawartości

Lager or ale, that is the question

Przy okazji podsumowania roku 2012 przyjrzałem się zmianom, jakie zaszły w moim podejściu do robienia w domu piw dolnej fermentacji, czyli lagerom.


Pierwszy sezon lagerowy był w zimie 2010/2011. Byłem bardzo podekscytowany tym, że zrobię wreszcie jakieś porządne piwo, przy czym nie zrażało mnie wcale, że moje doświadczenie jest zbliżone do zera. Wyszło co wyszło (1 dobre, 3 zadowalające, 2 kiepskie), zanadto zadowolony z efektów nie byłem, chociaż jedno piwo (jasny special 13°) zyskało ogólną aprobatę. Przede wszystkim - piwa nie przypominały dobrych lagerów ze sklepu, ani nawet przeciętnych. W ogóle nie przypominały komercyjnych lagerów.

Drugi sezon lagerowy to była zima 2011/2012. Wnioski zostały wyciągnięte i skupiłem się na robieniu zwykłych piw, przeznaczonych do wyszynku z kegów i te wyszły nadspodziewanie dobrze, biorąc pod uwagę odzew konsumentów - zarówno oba lekkie, jak i special oraz marcowe. Z piw przeznaczonych do rozlewu do butelek zadowolony byłem z 1, 1 było przeciętne i 1 kiepskie. Entuzjazm do lagerów trochę mi osłabł, a to również za sprawą tego, że sytuacja na rynku piwnym znacząco się poprawiła - browary komercyjne poprawiły jakość swoich produktów, pojawiły się na rynku nowe, ciekawe i smaczne piwa. Potrzeba robienia piw jak ze sklepu znacząco się zmniejszyła.

Z tego też względu niedawno rozpoczęty sezon 2012/2013 nie wywoływał już u mnie takiej ekstazy. Postanowiłem skupić się niemal wyłącznie na robieniu piwa do kegów, a więc piw stołowych (jasnych 10-11°) oraz mało wyszukanych, które są dobrymi towarzyszami imprez na świeżym powietrzu. Aby utwierdzić pewien zwyczaj jako tradycję, dwie warki będą zrobione do butelek, czyli ciemne 14° i koźlak, ale wszystkie pozostałe pójdą do kegów.

Po prostu straciłem zainteresowanie robieniem piwa, które mogę kupić w sklepie, a przy tym najprawdopodobniej będzie ono lepszej jakości niż to, które zrobię sam (warunki do zimnego leżakowania mam bardzo ograniczone).

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Programowanie ESP8266 w C/C++

ESP8266 powoli ustępuje miejsca swojemu następcy ESP32, ale jest to proces wyjątkowo powolny. Może to ceny tak samych chipów jak i płytek developerskich to powodują (niewiele jest gotowych modułów w cenie poniżej $10 z przesyłką), a może rozbudowany ekosystem bibliotek do ESP8266. W każdym razie ze starszym bratem ESP32 jeszcze długo będziemy mieć do czynienia, zwłaszcza że jest to wciąż jedna z najlepszych opcji jeżeli chodzi o mikrokontrolery.

ESP8266 można programować w Lua lub w Pythonie, jednak najlepszym wyjściem jest zaprogramowanie własnego firmware w C++ lub w C - daje to największą kontrolę i zapewnia najlepszą wydajność. Jakie mamy do tego możliwości? Od najłatwiejszej do najbardziej skomplikowanej.
ESP8266 core dla Arduino Link: Github

To jest najprostsze rozwiązanie, implementacja ramówki Wiring dla ESP8266. Jakkolwiek można tę obsługę zainstalować w Arduino IDE, to nie ma to większego sensu, bo nie da się tego edytora używać do niczego poważniejszego. Pisze się to w nor…

RetroPie, bo mi się dziecko alienowało

Dziecko moje najdroższe alienowało mi się siedząc przed komputerem w swoim pokoju. Nie żebym jej zabraniał, ale skoro ma grać, to niech gra przy nas, w salonie. Przynajmniej będziemy wiedzieli w co gra.

Wymagane hardware:

Raspberry Pi 2 Mod. B,karta SD min. 8GB,gamepad na USB,telewizor
Opcjonalne w zależności od konfiguracji:

karta WiFi na USBklawiatura na USBpendrive czy inny storage na USB Jak już to wszystko mamy, to możemy robić. Zajmie to parę godzin wszystkiego.
RetroPie Obraz RetroPie pobieramy ze strony projektu, to będzie ten którego nazwa kończy się na rpi2.img.gz. Następnie obraz ten trzeba rozpakować i nagrać w standardowy sposób na kartę SD. Wkładamy kartę do RPi, podłączamy pada do USB, bootujemy naszą zabawkę i zaczynamy konfigurowanko jak zwykle z RPi (z podłączonego klawikordu i na telewizorze, albo po ludzku, po zalogowaniu przez SSH), czyli najpierw używając skryptu raspi-config rozciągamy system plików na całą kartę, reboot, pełna aktualizacja systemu, być może reboo…

Hello, Mr. Developer

Po dłuższej robocie z innymi rzeczami trafił mi się jeden mały projekt, który idealnie nadał się na rozpoznanie bojem, co tam nowego panie w światku bibliotek narzędziowych/ramówek do robienia aplikacji sieciowych - proste REST API z jednym zasobem w kilku perspektywach. Pierwsza myśl była "robiłem to meeelion razy, w jeden dzień będzie z pokryciem 100%". Ale zaraz zorientowałem się, że to dobra okazja, żeby przy okazji rozejrzeć się, czy czasem coś nowego nie pojawiło się na arenie w ciągu tych 3 czy 4 lat, kiedy tłukłem w standardzie Flask + SQLAlchemy, do porzygu. Pamiętam przecież, jak ze 3 lata temu co chwilę pojawiały się jakieś zajawki, że tu jakiś framework osiągnął niesamowite wyniki w benchmarkach, a to jakiś przełomowy koncept miał na zawsze odmienić sposób w jaki robi się webaplikacje w Pythonie, a to to, a to tamto. Poprosiłem więc o chwilę ekstra na zastanowienie się i wyruszyłem wraz z Google na poszukiwanie króla dżungli.
Jest źle, a nawet bardzo źle. Asynch…