Przejdź do głównej zawartości

Kraft mit uns *

Od jakiegoś czasu duzi gracze na rynku piwa w US of A mają nowe hobby - wykupują sobie niezależne browary. I o zgrozo nie zamykają ich, tylko inwestują w ich rozwój. MillerCoors rozkręca Blue Moon Brewing, a główny rywal czyli AB InBev kupuje, najpierw Goose Island, potem BluePoint Brewing, a teraz Elysian Brewing. Narastają głosy zarzucające zdradę.



Pojawił się jednak artykuł, który bardzo sensownie tłumaczy ten fenomen. Wynika z niego, że biznes piwny zdaje się podlegać tym samym regułom, co każdy inny: trzeba w niego inwestować czas, pieniądze i wysiłek, za rozwój płaci się życiem prywatnym i rodzinnym, aż wreszcie firma staje na rozstajnych drogach i trzeba podjąć decyzję co dalej. Czy zaczynać dzieło reorganizacji, za co trzeba będzie zapłacić kolejnymi miesiącami lub nawet latami harówki? A tu po drugiej stronie stołu siedzi przedstawiciel wielkiego kombinatu i proponuje uwolnienie od tego balastu, za bardzo przyjemną sumę, która ustawia do końca życia. Po kilkunastu latach zapierdzielania przychodzi czas, kiedy można wybrać, czy rozliczyć się z przeszłością i poszukać sobie nowego zajęcia w bardzo komfortowej sytuacji, czy próbować zrobić z firmy coś innego? Jestem pewien, że AB InBev składało takie propozycje różnym firmom, jedni pewnie je odrzucili, inni zbyt długo się zastanawiali, a ci którzy w dobrym momencie podjęli decyzję - wstali od stołu z okrągłą sumką na koncie.

Tym co dla mnie jest w tej sytuacji zastanawiające jest to, jak niektórzy traktują krafty. Odnoszę wrażenie, że dla sporej części konsumentów browar rzemieślniczy jest światyną jakiegoś bożka, a jego pracownicy i właściciele spełniają jakąś posługę kapłańską. Nie dziwi mnie, że krafciarze ochoczo to podchwytują - takie umiejscowienie w rzeczywistości przyjemnie łechce w ego, gdy można innym wskazywać drogę, mówić im co jest dobre a co złe i ogólnie "tysięczny tłum spija słowa z mych ust".

Piwo jako przedmiot kultu? Komuś się coś chyba pojebało.

--
*) rzucił Michał Kopik na fejsie

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Programowanie ESP8266 w C/C++

ESP8266 powoli ustępuje miejsca swojemu następcy ESP32, ale jest to proces wyjątkowo powolny. Może to ceny tak samych chipów jak i płytek developerskich to powodują (niewiele jest gotowych modułów w cenie poniżej $10 z przesyłką), a może rozbudowany ekosystem bibliotek do ESP8266. W każdym razie ze starszym bratem ESP32 jeszcze długo będziemy mieć do czynienia, zwłaszcza że jest to wciąż jedna z najlepszych opcji jeżeli chodzi o mikrokontrolery.

ESP8266 można programować w Lua lub w Pythonie, jednak najlepszym wyjściem jest zaprogramowanie własnego firmware w C++ lub w C - daje to największą kontrolę i zapewnia najlepszą wydajność. Jakie mamy do tego możliwości? Od najłatwiejszej do najbardziej skomplikowanej.
ESP8266 core dla Arduino Link: Github

To jest najprostsze rozwiązanie, implementacja ramówki Wiring dla ESP8266. Jakkolwiek można tę obsługę zainstalować w Arduino IDE, to nie ma to większego sensu, bo nie da się tego edytora używać do niczego poważniejszego. Pisze się to w nor…

RetroPie, bo mi się dziecko alienowało

Dziecko moje najdroższe alienowało mi się siedząc przed komputerem w swoim pokoju. Nie żebym jej zabraniał, ale skoro ma grać, to niech gra przy nas, w salonie. Przynajmniej będziemy wiedzieli w co gra.

Wymagane hardware:

Raspberry Pi 2 Mod. B,karta SD min. 8GB,gamepad na USB,telewizor
Opcjonalne w zależności od konfiguracji:

karta WiFi na USBklawiatura na USBpendrive czy inny storage na USB Jak już to wszystko mamy, to możemy robić. Zajmie to parę godzin wszystkiego.
RetroPie Obraz RetroPie pobieramy ze strony projektu, to będzie ten którego nazwa kończy się na rpi2.img.gz. Następnie obraz ten trzeba rozpakować i nagrać w standardowy sposób na kartę SD. Wkładamy kartę do RPi, podłączamy pada do USB, bootujemy naszą zabawkę i zaczynamy konfigurowanko jak zwykle z RPi (z podłączonego klawikordu i na telewizorze, albo po ludzku, po zalogowaniu przez SSH), czyli najpierw używając skryptu raspi-config rozciągamy system plików na całą kartę, reboot, pełna aktualizacja systemu, być może reboo…

Hello, Mr. Developer

Po dłuższej robocie z innymi rzeczami trafił mi się jeden mały projekt, który idealnie nadał się na rozpoznanie bojem, co tam nowego panie w światku bibliotek narzędziowych/ramówek do robienia aplikacji sieciowych - proste REST API z jednym zasobem w kilku perspektywach. Pierwsza myśl była "robiłem to meeelion razy, w jeden dzień będzie z pokryciem 100%". Ale zaraz zorientowałem się, że to dobra okazja, żeby przy okazji rozejrzeć się, czy czasem coś nowego nie pojawiło się na arenie w ciągu tych 3 czy 4 lat, kiedy tłukłem w standardzie Flask + SQLAlchemy, do porzygu. Pamiętam przecież, jak ze 3 lata temu co chwilę pojawiały się jakieś zajawki, że tu jakiś framework osiągnął niesamowite wyniki w benchmarkach, a to jakiś przełomowy koncept miał na zawsze odmienić sposób w jaki robi się webaplikacje w Pythonie, a to to, a to tamto. Poprosiłem więc o chwilę ekstra na zastanowienie się i wyruszyłem wraz z Google na poszukiwanie króla dżungli.
Jest źle, a nawet bardzo źle. Asynch…