Przejdź do głównej zawartości

Powrót piekarza


Trzy książki, każda dobra do czego innego, żadna nie jest idealna. Mieć wszystkie lub nie mieć żadnej.

Pierwszego kupiłem Hamelmana, na fali fascynacji piekarstwem jako rzemiosłem bliskim piwowarstwu - i tu i tu robi się z produktami zbożowymi, choć zupełnie co innego, to wciąż blisko ziemi i natury. Piekłem trochę chlebów wg przepisów z róznych blogów, czasem było lepiej czasem gorzej, ale nigdy nie byłem zadowolony z efektu. Gdy Eliza z WhitePlate.com napisała wstępniak do polskiego wydania książki Hamelmana nie wahałem się długo i kupiłem. Przeczytałem z niecierpliwością wstęp i kilka pierwszych przepisów i... zeszło powietrze. Nie dam rady. To poza moimi możliwościami. Nie w domu. Odłożyłem książkę na półkę i zapomniałem o doskonaleniu warsztatu piekarniczego, skupiłem się na robieniu piwa.

Przewijamy o kilka lat. Piwo robię z zamkniętymi oczami, ale na youtube zobaczyłem jak Piotr Leśniański robi chleb, który wyglądał obłędnie - wielkie dziury i jednocześnie super elastyczny i sprężysty miękisz pod chrupiącą skórką. Czyli wracam do piekarnictwa, ale tym razem bez błędów fazy początkowej. Kupiłem sobie książkę Kucharskiego, bo była zachwalana jako "dobra dla początkujących". I rzeczywiście, od pierwszych białych chlebów na zaczynie drożdżowym doskonale spełniła swoje zadanie wprowadzenia mnie z powrotem do piekarni w mojej własnej kuchni. Jednak szybko okazało się, że to za mało. Czy już przyszedł czas na Hamelmana?

Postanowiłem dać szansę jeszcze jednej dobrze znanej książce Kena Forkisha, choć wiedziałem że zalecany przez niego proces nie jest dopasowany ani do polskich surowców, ani do polskich warunków - innymi słowy, że przepisy z tej książki zwyczajnie "nie wychodzą". Forkish proponuje pieczenie w garnku żeliwnym, co ostatnio jest bardzo popularne również w Polsce. Chleby na zdjęciach są pięknie wypieczone, cudnie wyrośnięte, ale to zupełnie nie jest to, do czego chciałbym dążyć. Inaczej mówiąc - zajmę się tym później.

Postanowiłem jednak chwilę poczekać i pozostać przy Kucharskim, doskonaląc warsztat i hodując zakwas. Córka nadała mu imię Govinda i mogłem zacząć piec pierwsze żytnie chleby, dając mu czas na okrzepnięcie zanim podejmie się wyrastania chleba pszennego. W tym czasie również uczę się poznawać ciasto i je prowadzić tak, by osiągnąć jak najlepszy efekt.

I tak sobie tu na wsi żyjemy.

Komentarze

  1. Dzień dobry, gdyby Pan chciał się pozbyć książki Maka woda drożdze sól Kena Forkisha jestem zainteresowana kupnem. Pozdrawiam, M. Lewicz

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Programowanie ESP8266 w C/C++

ESP8266 powoli ustępuje miejsca swojemu następcy ESP32, ale jest to proces wyjątkowo powolny. Może to ceny tak samych chipów jak i płytek developerskich to powodują (niewiele jest gotowych modułów w cenie poniżej $10 z przesyłką), a może rozbudowany ekosystem bibliotek do ESP8266. W każdym razie ze starszym bratem ESP32 jeszcze długo będziemy mieć do czynienia, zwłaszcza że jest to wciąż jedna z najlepszych opcji jeżeli chodzi o mikrokontrolery.

ESP8266 można programować w Lua lub w Pythonie, jednak najlepszym wyjściem jest zaprogramowanie własnego firmware w C++ lub w C - daje to największą kontrolę i zapewnia najlepszą wydajność. Jakie mamy do tego możliwości? Od najłatwiejszej do najbardziej skomplikowanej.
ESP8266 core dla Arduino Link: Github

To jest najprostsze rozwiązanie, implementacja ramówki Wiring dla ESP8266. Jakkolwiek można tę obsługę zainstalować w Arduino IDE, to nie ma to większego sensu, bo nie da się tego edytora używać do niczego poważniejszego. Pisze się to w nor…

RetroPie, bo mi się dziecko alienowało

Dziecko moje najdroższe alienowało mi się siedząc przed komputerem w swoim pokoju. Nie żebym jej zabraniał, ale skoro ma grać, to niech gra przy nas, w salonie. Przynajmniej będziemy wiedzieli w co gra.

Wymagane hardware:

Raspberry Pi 2 Mod. B,karta SD min. 8GB,gamepad na USB,telewizor
Opcjonalne w zależności od konfiguracji:

karta WiFi na USBklawiatura na USBpendrive czy inny storage na USB Jak już to wszystko mamy, to możemy robić. Zajmie to parę godzin wszystkiego.
RetroPie Obraz RetroPie pobieramy ze strony projektu, to będzie ten którego nazwa kończy się na rpi2.img.gz. Następnie obraz ten trzeba rozpakować i nagrać w standardowy sposób na kartę SD. Wkładamy kartę do RPi, podłączamy pada do USB, bootujemy naszą zabawkę i zaczynamy konfigurowanko jak zwykle z RPi (z podłączonego klawikordu i na telewizorze, albo po ludzku, po zalogowaniu przez SSH), czyli najpierw używając skryptu raspi-config rozciągamy system plików na całą kartę, reboot, pełna aktualizacja systemu, być może reboo…

RetroPie, ROM-y z USB

Po wrzuceniu kilku ROM-ów na PSX okazało się, że karta SD z której bootuje się system jest za mała na to, żeby je tam trzymać. Inne opcje jakie przyszły mi do głowy to trzymać je na pendrive albo zamontować katalog z NAS po Sambie. W pomieszczeniu gdzie stoi telewizor WiFi działa co najwyżej jako-tako (nikt nie pomyślał o kablaturze podczas budowy...), więc na początek pójdzie 8GB pendrive. Powinno wystarczyć na parę dni.
Albo rybka, albo pipka RetroPie ma bardzo fajny ficzer automatycznego transferu ROM-ów po podłączeniu storage do USB. Jakkolwiek bardzo miłe i user friendly, to zupełnie nie będzie przydatne w momencie, gdy będziemy tam trzymać ROM-y. W końcu jak będziemy chcieli sobie coś tam wgrać, to i tak trzeba będzie wyjąć pendrive i włożyć go ponownie. Zaczynamy więc od wyłączenia tego wodotrysku, odpalamy retropie_setup.sh i na ekranie głównym wybieramy "Setup / configuration", a następnie "USB ROM Service":
i dalej "Disable USB ROM Service": Wyd…